Marcin Czub
  • Objawienie Bogini Świni
  • Natura Dziury
  • Inna proza
  • Poza prozą
  • Objawienie Bogini Świni
  • Natura Dziury
  • Inna proza
  • Poza prozą

Przekaz z kosmosu

1/1/2025

 
Poniżej jeden z wysłuchanych przez Ryszarda odcinków audycji:
LUDWIK: Siedzę w studiu sam jak palec. Mili moi, nie mogę dłużej odwlekać reklamy. Aby nadrobić zaległości, cały dzisiejszy odcinek będzie rozmową o funduszu inwestycyjnym. Uległość wobec patrona jest warunkiem patronatu, więc zamiast psioczyć, lepiej weźmy się do roboty i przedstawmy geniusz finansowego zamysłu, który sprawia, że płotka staje się rekinem, a nędzarz bogaczem. Dzisiaj nikt nie chciał przyjść do studia, ale umówiłem się na telefon z Damianem. O funduszu opowie nasz korespondent w terenie! Biip, biip, łączymy się ze Śródmieściem…
DAMIAN: Halo, słychać mnie? Stoję właśnie przed stacją metra na ulicy Powstańców Śląskich. Dużo ludzi w garniturach.
LUDWIK: Opisuj, co widzisz, językiem bogatym i wyrazistym, gdyż po pierwsze naszych słuchaczy tam nie ma, a po drugie bogactwo należy przedstawiać na bogato. Ja również będę sypał ozdobnikami.
DAMIAN: Przepraszam, jestem zmęczony, bo najadłem się baraniny z frytkami. Daj mi chwilę, zajaram sobie tylko… Widzę bazylikę, gdzie opuszkami palców można puszczać w świat transakcje, osłabiać lub wzmacniać waluty krajów, rzucać narody w otchłań biedy, aby łaskawym gestem wynieść je do przeciętności.
LUDWIK: To cud wrocławskiej architektury, kolosalny narząd narzucania woli, wieżowiec z windą, która wytryskuje ponad piętra, dla śmiałków, którzy prą ku niebu. Cała dzielnica jest pełna splendoru! Tutaj krezusi jeżdżą przegubowymi limuzynami, długimi niczym cyfrowy wąż, który zjadł wszystkie kropki, a wciąż szuka możliwości wzrostu. Te samochody mają tyle przegubów, że skręcają równocześnie na wielu zakrętach i ledwie trzy takie limuzyny wystarczą, aby powstał korek, do którego rozwiązania trzeba zatrudniać najzdolniejszych analityków, kwantów, tych speców od trzepania kasy, aktualnie bezrobotnych, gdyż kasa trzepie się sama, bez ich udziału. Zarząd banków jeździ i blokuje sobie nawzajem drogę z nudów, gdyż ich praca również nie jest wymagana.
DAMIAN: Cała kasta pozoruje pracę, od największego bankiera do początkującego maklera.
LUDWIK: Zostaw tych łachmaniarzy w koszulach, mimo że najmarniejszy z nich zarabia więcej niż moja i twoja rodzina, zsumowani i razem wzięci, uwzględniając pensje kuzynów. Opuść finansowy przedsionek i przekrocz wrota gmachu! Zobaczmy, kto tu podejmuje realne decyzje. Jedziesz windą?
DAMIAN: Tak! Winda wznosi się i wznosi. Tu umalowana niewolnica robi loda zapatrzonemu w siną dal szefowi pionu, tam stażysta klęczy z ciasteczkiem przed biurkiem swojej kierowniczki. Można zachłysnąć się władzą. Na tym piętrze wystarczy pstryknąć palcami i wszyscy rzucają się, by służyć. A przecież jesteśmy dopiero w połowie wysokości budynku! Co może być wyżej?!
LUDWIK: Tu kończy się wyobraźnia krochmalonych proli, „przecież znajdujemy się ponad chmurami”, mówią. Co może być jeszcze wyżej?
DAMIAN: Czołgam się przez korytarz tak maleńki, że nawet na czworakach człowiek się nie zmieści. Mijam finansistów najwyższego szczebla. Przystrzyżone wąsiki, czyste futerko i łapki. Przy ścianach dozowniki pełne sera, nagroda dla tych, którzy dokonują właściwych wyborów w życiu.
LUDWIK: Kto zarabia, ten konsumuje, brzmi prawo finansjery.
DAMIAN: Dobry towar jest dla szczurów, dla plebsu zostaje syntetyzowany w wilgotnych suterenach surogat nagrody. Ludzie są zbędni, urzędują na niższych piętrach tylko dla wrażenia, że istnieje jakiś ludzki element w tym wszystkim. To manekiny zatrudnione, by humanizować bank, ich realne decyzje są żadne. Tu decydują szczury, często płacąc za błąd życiem, jak to maleństwo w poszarpanym futerku, błędnie przewidziało ruch indeksu, przyniosło stratę i teraz leci przez karny korytarz, jest kopane prądem, piszczy, biegnie i rzuca się w przepaść, spada setki metrów w dół, do wielkiego zsypu dla przegranych, gdzie za pomocą specjalnej technologii zrobią z niego burgera o smaku wołowym.
LUDWIK: Przypomnijmy historyczną mowę, którą wygłosiła Eleonora na walnym zebraniu udziałowców, gdy zajęła fotel prezeski zarządu. „Dobór naturalny można wykorzystać” – mówiła. „Będziemy zabijać te zwierzęta, które przynoszą stratę, a rozpładzać te, które dają zrobić”. Proste? Logiczne tak bardzo, że ludzie bali się bić brawo.
DAMIAN: Właśnie przebiegł dzisiejszy zwycięzca! Albinos o różowych jak diody oczkach. Ależ przewidujące oczka! Biegnie do pomieszczenia, które dobrze zna, biegnie po należny talerz serów i samice. Wąsiki albinosa poruszają się radośnie. Życie jest proste. Jeśli indeks giełdowy dziś wzrośnie, trzeba skręcić w lewo, jeśli akcje spółki spadną, trzeba skręcić w prawo. Na giełdzie nieważne są umiejętności, liczy się szczęście. Ściślej rzecz ujmując, liczy się brak pecha. Wystarczy nie mieć pecha, aby przeżyć. Albinos kopuluje i konsumuje sery, nie zważając na piski dobiegające z sąsiedniego pomieszczenia, gdzie rażone prądem ogonki trzepoczą o metalową podłogę labiryntu, pierwsze ostrzeżenie za brak wystarczających zysków.
LUDWIK: Ten albinosek jeszcze nigdy się nie pomylił. Zawsze trafia, więc nie rozumie natury swej klatki. Jest przekonany, że trafił do raju. Nie widzi grozy podłogi, na której stawia łapki. Różowy ogonek bez futerka, różowe łapki, tak delikatne i wystawione na elektryczną karę. Ale on tego nie wie, on patrzy przez różowe oczka. Gdzie nie skręcę, tam rarytasy – myśli sobie. Całe dnie spędza, kopulując lub pałaszując serek.
DAMIAN: Błąd czeka na każdego z nas. Obżarty smakołykami albinos człapał ku kolejnym rozkoszom, aż znalazł się na rozdrożu. W prawo czy w lewo? Nie wiedział, zaś jego wyczerpany nosek nie pomagał w decyzji.
LUDWIK: Niechaj ogarnie nas współczucie! Pierwsza kara jest zawsze najgorsza, pierwsza kara otwiera piekło.
DAMIAN: Na twarzy zwierzątka malowało się przerażone zdumienie: świat jest zły! Jeśli szczury też słyszą głos demonów, to owe szczurze demony właśnie złowrogo piszczały. Jeśli szczury też odczuwają radość z cudzego nieszczęścia, to setki futrzanych istot właśnie zacierało łapki, szykując się na upadek nieomylnego dotąd albinoska: „Skończysz w środku bułki, cha, cha, skończysz między plastrem pomidora a sałatą!”.
LUDWIK: Och, albinosku, zeżre cię jeden z bladych plebejuszy, nie rozumiejąc, że jego plebejska pensja była przez miesiące opłacana dzięki twoim poprawnym wyborom w labiryncie. Albinosku! Zdobyłeś aktywa i pakiety kontrolne, cały bank dzięki tobie opływał w dostatek, jaka szkoda, że umierasz w niełasce. Lecz byłeś, jesteś i będziesz szczurem. Maszyna działa dlatego, że się nie waha, bezwzględnie rozdaje nagrody i wymierza kary. Płać, przyjacielu, swoim życiem za błąd, takie jest prawo.
DAMIAN: Przepraszam, Ludwiku, ale muszę się rozłączyć, mam sprawę do załatwienia na poczcie i kolejka mi przepadnie.
LUDWIK: Zatem koniec reklamy, powróćmy do studia. W kolejnym odcinku będzie tłoczno, zapraszam na debatę: „Czy zabić Ryszarda?”. Mili moi, bądźcie czujni!


Comments are closed.
Strona używa ciasteczek aby dostarczać swe treści. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że to akceptujesz.