Marcin Czub
  • Objawienie Bogini Świni
  • Natura Dziury
  • Inna proza
  • Poza prozą
  • Objawienie Bogini Świni
  • Natura Dziury
  • Inna proza
  • Poza prozą

Deser...

12/2/2022

 
  Na deser kolejny fragment monologu ducha świni:
Tkwiłam w próżni. Czas mijał albo nie mijał, trudno powiedzieć. Nudziło mi się tą pośmiertną nudą, której żaden żywy nie pojmie. Zaczęła nawet kiełkować we mnie beznadzieja, lecz moje mojry czuwały nade mną.

I wtedy właśnie pojawił się Konstanty. Zajrzał w zaświaty, nie rozumiejąc, że ktoś, kto widzi, może równocześnie sam zostać zobaczony. Tak to działa, przykro mi. Jedna chwila wystarczyła, żeby się przyczepić. Tylko głupek by nie skorzystał z okazji.
     On się strasznie wysilił, by zrozumieć sens życia, i zrobiła mu się umysłowa przepuklina. Taki polip w umyśle, gdzie może zagnieździć się duch. Ja tam tkwię teraz.
(…)
Trwam w jego ciele, ale wcale łatwo nie jest. Ludzie myślą, że opętanie to pikuś. Ktoś wyspał się dobrze, budzi się rano i nagle z dnia na dzień zaczyna słyszeć głosy, miewać wizje albo jakieś fundamentalne wglądy. Łatwizna? Halo, halo! Opętanie to owoc długiej i mozolnej pracy upiora. Właściwie to mordęgi, taka prawda.
(…)
To było miesiąc temu, a co teraz robił Konstanty? Ano wstał, usiadł i się podrapał. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Ach, zagubiony i poszatkowany człowieku. Ja jestem twoim drogowskazem. Jam jest niczym patyk od szaszłyka, który łączy rozerwane strzępy. Ale nie wiesz tego jeszcze. Nie słyszysz mnie.
     On jadł w ciszy bułkę. Nie rozumiał, jak cienka jest bariera oddzielająca świat od zaświatów. Gdy się nad tym zastanowić, to prawdziwym cudem jest fakt, że ludzie nie słyszą duchów. Cudem jest głuchota.
     Konstanty! Pozwól, że zagram na twoich nerwach niczym Pitagoras na harfie. Odkryję przed tobą starożytne harmonie. Tylko nie bądź taki głuchy. Ja już charczę w tobie z nudów. Stękam. Usłysz to. Usłysz cokolwiek.

„Jestem próżniakiem, uuu, mamo, mamo” – śpiewał poeta, gdy magnetofon wciągnął taśmę.
     – Akurat na tej piosence. Czy to się zawsze musi psuć na najlepszej piosence? – mruczał Konstanty i palcem wkręcał pogniecioną taśmę z powrotem na kasetę. Jego wieża hi-fi miała odtwarzacz płyt, ale dysponował tylko kasetą „Bezdelnika”. Chciał koniecznie dziś posłuchać. On ma swoje pragnienia. Ma również lęki: obawiał się, że magnetofon znów wciągnie taśmę przy przewijaniu, kręcił więc małym palcem, aż ustawił początek.
     Uruchomił ponownie i jak gdyby trochę się pomodlił. Co?! Nie wierzę! Nie słowami i nie do Boga, ale uczuciem, intencją on się jak gdyby trochę pomodlił, żeby piosenka się odtworzyła!
     – Żeby nie wessało taśmy – słyszę jego ciche myśli.
„Ja bezdelnik, uuu, mama, mama” – ponadczasowe wersety trzeszczały, lecz wybrzmiały w całości. Konstanty przymknął oczy.



Comments are closed.